Jest
wczesny ranek. Około godziny piątej. Sakura siedzie w swoim pokoju
na łóżku ze łzami w oczach. Jej myśli skierowane są
tylko w stronę Ino. Bała się o
nią. Dziewczynę przewieziono w stanie krytycznym do
szpitala. Teraz siedzi z nią tylko jej
ojciec. Ktoś nafaszerował
ją jakimiś tabletkami. Sakurę zastanawia kto
mógł to zrobić Przecież takie rzeczy nie dzieją się w
tym mieście. Nigdy nie sądziła, że kogoś z
jej bliskich może spotkać coś takiego. Nie
mogła się z tym pogodzić. Gdyby tylko do niej
wczoraj poszła. Wyszłaby razem z nią spotkać się z
TenTen i nic by się nie stało. Żałowała tego. Chciała
jak najszybciej wtulić się w ramiona Sasuke
i się wypłakać. Tego jej teraz trzeba. Zastanawiała się
czy to nie jest sen. Może to wszystko nie dzieje się na prawdę
Może po prostu to zły koszmar, który nawiedził ja w
nocy. Dziewczyna uszczypnęła się w ramie. Niestety, to
wszystko co się zdarzyło było prawdziwe. Dalej nie
może wymazać obrazu przyjaciółki przywiezionej do
szpitala, całej w krwi i jej blond włosów zaplamionych czerwona
cieczą. Chciała dłużej zostać w szpitalu ale nie
pozwolili jej. Musiała wracać. Było to dla niej trudne.
Najbardziej obawiała się tego, że Ino może z tego nie
wyjść i umrze. Znała ja od małego. Jej życie by było pustką
bez niej. To dzięki niej jest taka. Ona ją podnosiła na
duchu kiedy każdy się z niej śmiał i wspierała ją
dotąd aż nie rozkwitła. Nie chciała aby to wszystko prysło.
Sakura wstała i ruszyła do łazienki. Po jej
policzkach spływały łzy. Umyła się i
ubrała. Zaszła na dół. Była godzina siódma. Poprosiła
tatę żeby zawiózł ją do szpitala. Po piętnastu minutach
wyjechali z domu.
***
W
innej części miasta
- Tak
Panie? Wzywałeś mnie? - spytał chłopiec o bladej twarzy i
czarnych włosach
- Niedługo
dołączysz do Konoha school.
- Ile
mam czasu?
- Cztery
dni. Przygotuj się dobrze. A teraz mam dla Ciebie
zadanie.
- Słucham?
- Poinformuj
Tadakiego, że ma przywieść do mnie za 10 minut tą mała. Musze z
nią porozmawiać.
- Hai.
- I
niech się lepiej nie spóźnia. To jest bardzo
ważne.
- Hai.
***
Naruto
siedział w domu. Zastanawiał się dlaczego Jiraiya tak szybko
wyjechał z domu. Przecież nic nie mówił, że są jakieś problemy.
Naruto zastanawiał się jakby to było gdyby jego rodzice
żyli. Zna ich tylko z opowieści Jiraiyi i ze zdjęć. Tak bardzo
chciałby być z nimi. Nigdy nie zaznał matczynej miłości.
Mimo tego wiedział jak zachowywać się wobec kobiet.
Naruto wstał i wziął jeden z albumów, które dostał od
swojego opiekuna. Przeglądając je płakał. Nic nie
mogło powstrzymać tych łez. Usłyszał dźwięk otwieranych
drzwi. Szybko wytarł łzy i zszedł na dół. W salonie stała
Hinata.
- Cześć
Kotek. I jak z nią?
- Źle.
Jest w stanie krytycznym - Hinata podbiegła do Naruto i
przytuliła się do niego
- Spokojnie.
Wyjdzie z tego. To silna dziewczyna.
- Naruto.
A jak ona...
- Nawet
tak nie mów. Powinnaś w nią wierzyć. Nie
możesz myśleć o najgorszym.
- Tak
wiem. Ale strasznie się boję.
- Nie myśl o tym. Ona jest dzielna i niedługo wyzdrowieje. Powinnaś myśleć o
jak najlepszych rzeczach.
- Masz
rację. Zamartwianiem się nie pomogę. Dziękuję.
- Nie
ma za co. Nie jesteś głodna?
- Troche.
Nic dzisiaj nie jadłam - po tym zdaniu dziewczyna ugryzła sie w
język
- Co
nie robiłaś?
- Ee...
Jadłam, jadłam. A poza tym są ważniejsze rzeczy od tego
- Nie
próbuj zmieniać tematu.
- Oj
Misiek - dziewczyna wtuliła się w niego
- Już
do kuchni. Idziesz jeść. A później może
sobie coś obejrzymy.
- Jestem
za. Dziękuję Ci.
- Chodź -
chłopak zaciągnął dziewczynę do kuchni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz