poniedziałek, 12 lutego 2018

12. Koniec beztroskiego życia

W powietrzu unosił się zapach alkoholu. Po podłodze walały się butelki po sake, po rozgniatane puszki, chipsy. Na stole mokra plama po wylanym napoju. Wśród tych wszystkich rzeczy budził się czarnooki chłopak. Szybko wstał z kanapy zrzucając z siebie Lee i udał się do łazienki. Po odświeżeniu się w niej zaczął budzić swojego kolegę.
- Schikamaru wstawaj.
- Co się dzieje? - zapytał zaspanym głosem.
- Wstawaj i budź resztę. Dopóki Ten-Ten nie wstała. Jak ona zejdzie na dół i zobaczy taki burdel...
- Wiem. Nie musisz kończyć - powiedział Schikamaru i pędem zaczął budzić resztę osób. Po około 30 minutach salon był sprzątnięty.
- Udało się. Tak źle nie było - powiedział Lee.
- Może dla Ciebie. Mnie to tak głowa boli. A jeszcze jutro szkoła się zaczyna. Ja tego nie przeżyje - odezwała się Ten-Ten stojąca na schodach
- Wreszcie wstałaś - powiedziała Sakura - musisz wziąć jakąś tabletkę bo po południu idziemy na zakupy.
- Kompletnie zapomniałam.
- To my już może pójdziemy. Ogarnij się i pisz.
- Okey. To do zobaczenia. I dziękuje za posprzątanie.
- Drobiazg. Mało tego było - powiedział Sasuke.
- Wątpię. Pamiętam jak w nocy szłam na górę to to nie wyglądało jak dom.
- Nie było aż tak źle. To zobaczymy się później. Pa - wszyscy wyszli z domu i rozeszli się.

W stronę Ichiraku szło dwóch młodych chłopaków.
- I po co my się męczyliśmy?
- yyy? Co? - zapytał blondyn.
- No z tym sprzątaniem. I tak widziała ten cały bałagan - powiedział Sasuke.
- A jakby nie widziała i byśmy nie sprzątnęli?
- Człowieku. Nie chciałbyś wiedzieć. Raz jak zrobiła imprezę i zostawiliśmy taki bałagan nie dość, że musieliśmy go sprzątać to jeszcze musieliśmy odrabiać jej pracę domowe.
- Masakra. To dobrze że jednak sprzątnęliśmy.
- Z jednej strony tak. I wiesz już do jakiej klasy będziesz chodził?
- Jeszcze nie. Na rozpoczęciu mam się dowiedzieć.
Dwoje chłopców dotarło do ulubionego baru. Za to w innej części miasta 5 prześlicznych dziewcząt szło na szalone zakupy. Raz się kłóciły o to, które spodnie najlepiej nadawały by się do szkoły, a raz śmiały z niektórych wystaw w sklepie. Po trzech godzinach łażenia po centrum handlowym wyszły opakowane przeróżnymi torbami. Ich życiu nie zagrażało nic, przynajmniej im tak się wydawało.

Biegnę przez ciemny korytarz. Gdzie nie gdzie widzę błyski światła, a w nich jakby zdjęcia z moich złych i dobrych wspomnień. Próbuje się zatrzymać. Nie mogę. Moje ciało samo się porusza. Czasem jest lekkie, a czasem ciężkie. Poczułem jakby ktoś dotknął mojego ramienia. Odwróciłem głowę w prawą stronę i nagle ktoś pociągnął mnie za lewą rękę. Wpadłem do jakiegoś dołu. Wydawało mi się, że spadłem na jakiś miękki materac. Dotknąłem go ręką. Jednak to był twardy kamień. Usłyszałem płacz małego dziecka. Przed oczami pojawił mi się obraz. Zobaczyłem moich rodziców. Byli uśmiechnięci. Spojrzałem na dziecko. To byłem ja. I wtedy to dało mi do zrozumienia. Moja mama nie zmarła przy porodzie, a ojciec pół roku wcześniej. Ale dlaczego nie jestem teraz nimi. Przyjrzałem się bardziej wspomnieniu. Zobaczyłem jak oddają mnie kobiecie i odjeżdżają samochodem. Na ustach mężczyzny widać chytry uśmiech. Już wiem. Oni mnie oddali. Wyrzucili mnie jak śmiecia. Poczułem jak się zapadam. Zobaczyłem następny obraz. Jest na nim chłopak z rodzicami. Moimi rodzicami. Ale tym chłopakiem nie jestem ja. To ta sama osoba o czarnych oczach i włosach tego. Ale ma on ciemniejszą karnację i kreski koło nosa. Przyjrzałem się kobiecie na ręce. Trzyma malutkie dziecko. Poczułem w sercu ból. Moi rodzice mnie nie chcieli. Ale mają dwójkę innych dzieci. Dlaczego> Spadłem znowu w dół. Zobaczyłem zdjęcie, a na nim ta sama rodzina. Tylko chłopczyk, który na tamtym zdjęciu wyglądał na 8 lat, teraz jest o wiele starszy. Obok niego stoi jego brat. Na jego twarzy widać niezadowolenie. Ale zaraz. Znam go. Wiem kim jest. Mijałem go na mieście. Nagle spadłem. Zamknąłem oczy. Poczułem ciepło. W powietrzu unosił się zapach jedzenia i ciepłej kawy. Otworzyłem oczy. Znajdowałem się w sali.
- Czyli to jednak sen - powiedziałem sam do siebie.
- Nie. To nie sen.
- Hiroshi-sama?
- Tak
- Jak to nie sen?
- Wprowadziłem Cię w stan w śpiączki. Chciałem abyś dowiedział się czegoś o swojej rodzinie i pomyślał o tym.
- Dziękuje. Już wiem co zrobię.

Chłopak wstał i wyszedł. Na ustach Hiroshiego pojawił się chytry uśmiech

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

34. Będziemy o was pamiętać

Na dworze było strasznie zimno. Na drzewa leciały pojedyncze płatki śniegu świadczące o tym jaka jest teraz pora roku. Biały puch leżał na ...